Ducati ST2

O pasji i bezwartościowym Ducati.

Znacie dowcip o geju, wegetarianinie i fanie Apple’a? Nie? Już opowiadam. Spotykają się: gej, wegetarianin i fan Apple’a. Skąd będzie wiadomo, który jest który? Sami to sobie niezwłocznie powiedzą. Dobra, wiem że to jest suche jak polskie rzeki tego lata, ale świetnie ukazuje pewne zjawisko, które idealnie pasuje do nas – motocyklistów. Uwielbiamy się wyróżniać, szafować swoją pasją, pokazywać ją i przez to czujemy się „kimś”. Nie ma w tym nic złego, pasja to zawsze dobra sprawa, ale bywają napinacze, którzy wyraźnie przesadzają. Czym jest więc ta cholerna pasja? Na początek trzeba odrzucić te wszystkie pierdoły o stylu życia, wolności i takie tam. Pasja, moim skromnym zdaniem, to coś czego jedyną funkcją jest pochłanianie pieniędzy i dawanie przyjemności. Oczywiście odpowiednia pasja musi być niezrozumiana przez resztę społeczeństwa. Gdy oznajmiłem niemotocyklowym znajomym, że chcę kupić drugi motocykl, to reakcje były takie: „po co ci drugi motor?” – Nie wiem po co, bo jeszcze takiego nie miałem… Bo mam taki kaprys?? Motocykliści reagowali tak: „Zajebiście, a co chcesz kupić?”. To jest właśnie pasja.

Ducati ST2

Dobre pytanie: „co chcesz kupić?” Miałem już w swojej karierze kilka jednośladów, wieloma jeździłem. Wiedziałem więc czego mniej więcej chcę. Celowałem w coś mniejszego od mastodonta, którego mam w garażu. Coś ze sportowym charakterem, ale nie typowego sporta, bo one dobrze działają w zakresach prędkości, których się boje. 🙂 Torować nie mam zamiaru. Budżet też był mocno ograniczony. Ubzdurałem sobie, że może Hondę, bo nigdy nie miałem, a szacun do tych maszyn mam ogromny. Po wielu pytaniach i przymiarkach wybór padł na VFR. Nie do końca byłem pewien, która generacja, by to miała być, ale szukałem tych modeli. Co jakiś czas zaglądnąłem na fanpejdż zaprzyjaźnionego komisu. Właściciel – Paweł – wrzucał tam fotki sprzętów, które pojawią się w PMmotor. Na jednym z nich było niepozorne Ducati. Czerwona Włoszka wpadła mi w oko od razu, ale przecież ja nie szukam takiego modelu…

Ducati ST2

Ducati ST2 nigdy nie było sprzętem, który w jakikolwiek sposób rozpalałby moje serce. Jeśli mam być szczery, to nigdy mi się nie podobał. Więc na spokojnie pomyślałem, że pojadę go pooglądać, co mi szkodzi – przecież i tak nie kupię. Przezornie jednak podpytałem o to na co spoglądać i do czego się ewentualnie przyczepić – tak wiecie, bo chciałem Pawłowi troszkę po marudzić. 😉 Długo kazał/kazała na siebie czekać, ale gdy wreszcie się pojawiła byłem tam i ja. Nie wiem jak to się stało, ale gdy zobaczyłem ten motocykl na żywo to pokochałem tę sylwetkę. Owszem, nie jest to piękność w rodzaju 916, ale coś w sobie ma. Jeśli mam się czepiać. Strasznie dziwnie wygląda zbiornik paliwa. Jego pionowy tył, to nie jest ideał proporcji. Przednia lampa również jest specyficzna, ale ma w sobie jakiś taki dziwnie klasyczny flow. Idealne piękno bywa nudne. ST2 nie jest piękna, ona jest intrygująca. Jest to jeden z tych motocykli, które dużo lepiej wyglądają na żywo niż na zdjęciach. Szybko postanowiłem dosiąść bestii. Opalenie i… o kurrr jak to sprzęgło głośno pracuje! Tak ma jednak być, biegi wchodzą jak w masełko…

Ducati ST2

Przyzwyczajenia z rzędowej czwórki to nie za bardzo chcą działać w maszynie z widlastą dwójką. Na początek troszkę liczb. Niespełna 950 ccm pojemności, 83 KM – to nie będzie demon prędkości. No i nie jest, do tego, typowo dla V-ki, poniżej 3000 obrotów telepie się i wyraźnie źle się czuje… To jest kobieta, na sto procent. Gdy ją jednak ostrzej potraktować to przyspiesza wartko. Silnik fajnie wkręca się na obroty i genialnie brzmi: „puf, puf” przechodzące w: „wrrrrr” to uczta dla każdego fana dobrej silnikowej ścieżki dźwiękowej. Jest tu włoski nerw, ale nie ma brutalności. Do dynamicznej jazdy po czeskich winkach jest wystarczająco, a i można poczuć przyjemność przy w miarę rozsądnych prędkościach. Lubię to! Jest jednak kwestia przy której „Duca” wymiata – układ jezdny. Jest to sprzęt z 1999 roku. Najtańszy w ofercie, a pomimo to mamy tu: widelec USD z regulacją, centralny amor z tyłu – również z regulacją – do tego sztywną kratownicową ramę i skuteczne czterotłoczkowe hamulce Brembo z ogromnymi tarczami. W 1999 roku, w tym segmencie to nie był standard. Skutkuje to naprawdę dobrym prowadzeniem. Maszyna jest poręczna i pewna w tym co robi, zawsze jedzie tam gdzie chce tego jeździec. Totalnie nierozsądnie postanowiłem kupić, czyżby mnie zauroczyła…

Ducati ST2

Na pewno tak, bo nie był to rozsądny wybór przecież. Kupiłem dwudziestoletni motocykl, który w Polsce jest niesprzedawalny. Ma słaby silnik, słabą opinię i w zasadzie nic nie przemawia, by go mieć. Czy to ma jednak jakiekolwiek znaczenie? Chyba nie, jesteśmy pasjonatami i czasem dokonujemy wyborów pod wpływem impulsu. Czyż nie? Warto jednak spoglądnąć na ST pod zupełnie innym kątem, kątem którego nie dostrzegamy. ST to świetny kandydat na przyszłego youngtimera! Po pierwsze, nie jest to maszyna pospolita. Po drugie, świetnie wpisuje się w epokę, w której powstał. Po patrzcie na te lusterka, czy kierunki. Tak się robiło motocykle w pod koniec lat 90. Mamy tu takie smaczki jak ssanie i wtrysk paliwa. Wiem, że nie jest to jedyny motocykl z tym rozwiązaniem, ale gdzie coś takiego obecnie znajdziecie? Kolejny smaczek. Analogowe zegary z pozycją startową na „szóstej” – jest klimacik. Jeśli już jesteśmy przy zegarach. Projektanci wyposażyli „Ducę” w spory wyświetlacz pokazujący temperaturę silnika, godzinę i ilość paliwa, ale przebieg odczytamy tylko z prędkościomierza i jest on podany w tradycyjnej bębenkowej formie… Nie wiem jak was, ale mnie coś takiego bierze.

Ducati ST2

W gratisie dostajemy wszystkie cechy prawdziwego Ducati: czyli rozrząd desmo, suche sprzęgło, l-twina i kratownicową ramę. Jestem fetyszystą drobnych smaczków. Potrafię się podniecić małym przełącznikiem, albo drewnianą listewką w nudnym niemieckim sedanie. Kiedyś, chyba Szymon Dziawer w jednym z artykułów w Świecie Motocykli napisał, – parafrazuję – że nieważne jest to jak prezentuje się motocykl na tabelkach, ale ważne jest to jaki jest w rzeczywistości. Wtedy tego nie rozumiałem. Dziś, kilkanaście lat po przeczytaniu tamtego artykułu, doskonale wiem o co Szymonowi chodziło i zdaje się, że podążam tą samą filozofią. Nie twierdzę, że brutalna moc nie jest fajna, ale to nie jest jedyna droga do motocyklowej satysfakcji. ST ma w sobie inność, której do tej pory nigdy nie czułem. Po trzech motocyklach ze stajni Suzuki, każdą śrubkę rozpoznawałem w ciemno, że jest od Suzuki.

Ducati ST2

Włoski sprzęt od dawna chodził mi po głowie, ale na pewno nie ST, jeśli już to Monster S4R. Cały czas jednak brakowało mi odwagi. Przemogłem się, kupiłem, a może to ona sobie mnie wybrała? Tego nie wiem. Choć ST2 jest motocyklem pomyślanym jako sportowy turystyk, i nie ma żadnych przeciw wskazań żeby go tak eksploatować, to u mnie będzie miał raczej funkcję weekendowej zabawki. Bo w moim motocyklowym trójkącie „Duca” będzie krnąbrną kochanką, która gdy będzie chciała przeniesie mnie w krainę naznaczoną dźwiękiem l-twina i suchego sprzęgła. Bije w niej włoskie serce, a ono jest zawsze gorące i pełne emocji. A gdy strzeli fochem? To wtedy w ruch pójdzie stary rockman z Japonii, on zawsze jest gotowy, by przywalić prosto w pysk każdemu młodzikowi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: