Anatomia choppera

Wiek XX-ty był tragiczny ale i piękny. Tamten czas stał pod znakiem krwawych wojen, niedorzecznych reżimów i… motoryzacji. To również wtedy narodziły się ikony, do których odwołują się współcześni customowi artyści. Powstanie chopperów datuje się na przełom lat 50-tych i 60-tych. W owych czasach amerykańskie highwaye terroryzowały rodzące się kluby motocyklowe, a imprezy, takie jak zlot w Strugis, nie były miejscami gdzie spotykali się zblazowani dentyści i urzędnicy po to żeby podrywać blond laski na swe wypucowane Harley’e. Prawdziwy chopper to zakurzona piaskiem pustyni jeżdżąca antyteza ergonomii. Coś czym może powozić tylko prawdziwy biker, a nie weekendowy pozer.chooper

Tutaj nie ma miejsca na kompromisy. Po pierwsze – tylna opona rodem z samochodu – czy to jest normalne żeby montować płaski laczek do motocykla, który z zasady pochyla się na zakrętach? Pewnie, że nie, ale przecież jest to w ogóle nieistotne. Ważne, że wygląda zajebiście, a starty z pod świateł zapewniają stabilność… przynajmniej do pierwszego zakrętu.

Po drugie – rozstaw osi. Przecież szanujący się chopper  – taki jak ten na zdjęciach – jest długi jak przyrodzenie Rona Jeremiego… i podobno tak samo działa na dzieffczynki. Dlatego z tyłu wygospodarowano miejsce na upolowaną kobietę – to tak żeby zloty nie były nudne. Sissy-bar dba oto żeby nasza zdobycz nie zsunęła się podczas… startów z pod świateł.

Po trzecie – przednie koło rodem z roweru. Czy do spółki z płaskim tyłem, wąski przód może zapewnić jakąś rozsądną sterowność? Nie! Tylko czy kogoś to interesuje? Nie czujesz bluesa to kup sobie jakąś Hondę, choppery są dla ludzi, którzy stali w kolejce po zajebistość, a nie rozsądek. Po czwarte – sztywna rama, ostatni gwóźdź do trumny dla cieniasów, do spółki z mocnym silnikiem EVO, mamy tutaj prymitywne narzędzie tortur, a nie motocykl.

Co jest w tych cholernych maszynach, że pomimo ich niedorzeczności wielu z nas śni o nich po nocach? Hm… czyżby zajebistość? Bo przecież nie kopniak, którym uruchamia się takiego potwora. Sztuka ta zarezerwowana jest tylko dla wybitnych znawców tematu. Źle wykonasz ten tajemny „manewr”- skomplikowane złamanie masz jak w banku. Chopper to jednak coś więcej niż zajebistość, chopper to swego rodzaju manifest. To materializacja szczenięcych marzeń, z którą nie każdy potrafi zmierzyć się w prawdziwym życiu. Jeśli egzystujesz z czymś co cię wytrzęsie, sponiewiera to znak, że nigdy nie idziesz na kompromisy.

Gdybyś swoją Yamahę 535 z szybą, gmolami i „makaronami” chciał nazwać chopperem to zapraszam tutaj.

PS. Motocykl na zdjęciach to sprzęt zbudowany przez ekipę UCC Customs kilkanaście lat temu i jest jedną z najszczerszych wizji choppera jaką dane mi było oglądać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: