Suzuki Tl1000R

Suzuki TL1000R

Chcesz być największym twardzielem we wsi? Pod knajpą czuć zazdrosne spojrzenia kumpli, którzy będą uważać cię za prawdziwego Badassa? Nie kupuj H-D-ka w czarnym macie, dużo lepiej zrobisz jak podjedziesz pod rzeczoną knajpę Suzuki TL1000 S – dlaczego? Kto w środowisku nie słyszał o skłonności tego sprzęta do shimmy? Chodzą słuchy, że jak ten motocykl wpada w charakterystyczne drgania to nie ma zawodnika, który nie narobi w gacie.  Na początek może trochę historii. TL1000 S jest przedstawicielem wymarłego gatunku sportowych roadsterów z owiewką. W sumie, dlatego znalazł się na tej stronie, gdyż w dużym stopniu jest to nowoczesne wcielenie takich maszyn jak chociażby Laverda 750 SFC (chociaż miała ona silnik rzędowy) a ja takie sprzęty uwielbiam. TL1000 wszedł na rynek w 1997. Na papierze robił piorunujące wrażenie. Kratownicowa grzbietowa, aluminiowa, rama, widelec USD, tylne koło prowadzone wahaczem z systemem dźwigni. Jakby tego było mało, TL-a napędzał nowy widlak chłodzony cieczą, a zasilany – bardzo nowoczesnym wtedy – elektronicznym wtryskiem paliwa. 123 KM i 107 Nm momentu obrotowego, te wartości również robiły spore wrażenie. Nie da się ukryć, że TL celował w Ducati. Japończycy wzięli włoską receptę na motocykl, dodali swój geniusz, dopracowali i zaoferowali klientom… niestety nie do końca. Problemem pierwszych egzemplarzy było niedopracowanie. Układ jezdny sprawiał, że maszyna wpadała w shimmy, a konsekwencje często bywały bolesne. Jakby tego było mało, silnik lubił skonsumować sobie olej ponieważ miał wadliwą konstrukcję pierścieni tłokowych. W niektórych egzemplarzach ciekł zbiornik paliwa, co mogło doprowadzić do pożaru. Falstart TL-a sprawił, że maszyna miała (i często ma nadal) złą sławę. Firma reagowała na wszelkie złe opinie usuwając usterki, ale raz zszarganą opinię ciężko naprawić. Egzemplarze wyprodukowane po 1998 roku nie mają większości bolączek pierwszego wypustu, ale na wiele to się nie zdało. W 2002 roku historia pierwszego TL-a się zakończyła. Nie pobił on Ducati, nie zwyciężył ze swoim największym konkurentem – VTR1000 Firestrom. Jego silnik jednak żyje do dziś w turystycznym enduro DL1000 V-Strom. Trafił również do sportowego modelu TL1000R, ale to już materiał na inną historię.

Sam TL1000S mnie pociąga, ma w sobie jakiś oldskulowy feeling, którego w maszynach z tamtych lat brakuje. Może i bym go zaprosił do swojego garażu, ale ja się go chyba jednak boje…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: